Wędki

„Wędki” to pierwsza opowieść z nowego cyklu „Wszystko zacznie być o tym. Bajki i opowieści z ciemnego brzegu” — literackiego projektu rozgrywającego się nad Gopłem,
w Kruszwicy, Mietlicy i okolicach.
To przestrzeń, w której pejzaż nigdy nie jest tylko pejzażem, a historia, legenda, pamięć miejsca i ludzka wyobraźnia zaczynają mówić jednym, niepokojącym głosem.

W tej pierwszej historii wszystko zaczyna się zwyczajnie: dwaj ludzie z miasta jadą nad wodę na ryby. Słyszeli, że w Mietlicy można jeszcze złowić dużego suma. Przyjeżdżają więc z wędkami, zanętą i tym rodzajem zdrowego rozsądku, który dobrze działa tylko do chwili, gdy świat zachowuje się zgodnie z regulaminem. Potem znika pierwsza ryba. Potem pojawiają się ślady, których nie da się łatwo objaśnić.
A potem noc nad Gopłem zaczyna robić to, co umie najlepiej: zamieniać szczegół w znak, przypadek w opowieść, a opowieść w coś, czego nie można już odwołać.

„Wędki” są zarazem historią niesamowitą i opowieścią o samym rodzeniu się niesamowitości. O tym, jak legenda nie spada z nieba gotowa, lecz wyrasta z krajobrazu, lęku, przypadku, niedopowiedzenia i z tej bardzo ludzkiej potrzeby, by połączyć wszystko w jeden sens — nawet jeśli ten sens patrzy potem na nas z ciemności.

Zapraszamy do lektury


Grusze

Ilustracja do opowiadania grusze

„Grusze” to druga opowieść z cyklu „Wszystko zacznie być o tym.
Bajki i opowieści z ciemnego brzegu” — projektu literackiego osadzonego nad Gopłem,
w Kruszwicy i jej okolicach, gdzie pejzaż nigdy nie jest wyłącznie pejzażem, a miejsce potrafi przechowywać własny rodzaj pamięci.

Tym razem wszystko zaczyna się od pozornej zwyczajności. Maria, Tomasz i ich syn Jan wypływają na rodzinny rejs. To ostatnie wspólne wakacje przed wyjazdem chłopaka na studia. Cumują przy brzegu pod Popowem, rozpalają ognisko, patrzą na wieczorne Gopło i sześć starych grusz rosnących nad wodą. Potem pojawia się stary człowiek i opowiada historię o trzech studentach, trzech dziewczynach
i drzewach, które z czasem zaczęły liczyć inaczej.

„Grusze” są opowieścią o granicy między rodzinną codziennością
a niesamowitością, o ostatnim wspólnym lecie, o uwiedzeniu
i o miejscu, które nie oddaje ludzi od razu, lecz zamienia ich najpierw
w opowieść. To tekst bardziej elegijny niż groźny na pierwszy rzut oka, ale właśnie dlatego zostawia po sobie dłuższy cień.

Zapraszamy do lektury
Bo nad Gopłem najpierw przychodzi miejsce.
Potem opowieść.
A człowiek dopiero na końcu.