Kobiety nieposłuszne. Krótka historia zuchwałych gestów

O tych, które obejrzały się, odmówiły, otworzyły drzwi, zapaliły lampę i przez nieuwagę zostały w kulturze na zawsze.

Historia chętnie zapamiętuje mężczyzn, którzy wyruszali na wojny, zakładali miasta, zdobywali trony, podpisywali traktaty, palili biblioteki, odkrywali kontynenty i ogłaszali nowe porządki świata. Kultura natomiast – bardziej pamiętliwa, mniej urzędowa, trochę złośliwa – bardzo często zapamiętuje kobiety przez jeden gest. Nie zawsze wielki.
Czasem śmiesznie mały.
Obejrzała się.
Odmówiła przyjścia.
Otworzyła zakazane naczynie.
Zapaliła lampę.
Uplotła całun, a potem go spruła.
Zaczęła opowiadać.
Pogrzebała brata.
Podała nić.
Wbiła kołek.
Nie zastosowała się do instrukcji.

I to wystarczyło.

Można by powiedzieć, że kobiety wchodzą do historii bocznymi drzwiami. Ale to nieprawda. One bardzo często wchodziły głównymi drzwiami, tylko potem ktoś szybko dopisywał na nich ostrzeżenie: „Nie wchodzić”. A kiedy już weszły, opowieść robiła z ich gestu przestrogę. Patrzcie, co się dzieje, kiedy kobieta jest zbyt ciekawa. Patrzcie, co się dzieje, kiedy kobieta odmawia. Patrzcie, co się dzieje, kiedy kobieta pamięta. Patrzcie, co się dzieje, kiedy sama decyduje, kiedy mówi, kiedy milczy, kiedy kocha, kiedy zdradza, kiedy zabija.

Ilustracja do eseju Kobiety nieposłuszne

Najbardziej przejmująca jest chyba żona Lota. Nie znamy jej imienia. To już pierwsza kara. W kulturze można stać się symbolem na tysiące lat, nie otrzymując nawet własnego imienia. Jest więc żoną mężczyzny, którego imię zapamiętano. Żoną Lota. Towarzyszką ucieczki. Kobietą w drodze. Ma iść przed siebie, nie oglądać się, nie sprawdzać, nie wracać wzrokiem do miasta, które za chwilę przestanie istnieć.

Ale ona się ogląda.
I wtedy zamienia się w słup soli.

Przez wieki można było tłumaczyć ten gest jako nieposłuszeństwo, słabość, brak wiary, przywiązanie do grzesznego miasta. Można. Religijne tradycje często czytają ludzkie odruchy w kategoriach posłuszeństwa i winy. Istnieje jednak prostsze, bardziej ludzkie wyjaśnienie: ona obejrzała się za domem. Za życiem, którego już nie będzie. Za pokojami, garnkami, sąsiadkami, zapachem dymu, za własną przeszłością, która właśnie znikała w ogniu.

Nie wszyscy potrafią opuszczać swoje życie tak sprawnie, jak wymaga tego historia zbawienia.

Są ludzie, którzy wychodzą z domu i jeszcze raz sprawdzają, czy okno zostało zamknięte. Są tacy, którzy po latach wracają pod dawne bloki, dawne szkoły, pod dworce, z których ktoś kiedyś odjechał. Żona Lota jest patronką tej nielogicznej, niepraktycznej, bardzo ludzkiej potrzeby ostatniego spojrzenia. Jej zuchwałość nie polegała na buncie. Polegała na tym, że przez sekundę była bardziej wierna pamięci niż rozkazowi.

Właśnie takie gesty interesują kulturę najbardziej: niewielkie, łatwe do nazwania winą, a zarazem trudne do całkowitego potępienia.

Weźmy Waszti, królową perską z Księgi Estery. Król urządza ucztę. Mężczyźni piją, pokazują sobie bogactwo, władzę, przepych imperium. W pewnym momencie władca chce pokazać gościom również królową: piękną, reprezentacyjną, ozdobną. Ma przyjść, stanąć, zostać obejrzana. Władza lubi mieć scenografię, a kobieta w tej scenografii bywa najcenniejszym rekwizytem.

Waszti odmawia.

Nie wiemy, co dokładnie pomyślała. Możemy tylko dopowiadać, a dopowiadanie jest jednym z przywilejów późnych czytelników. Może była zmęczona. Może miała własną ucztę. Może nie chciała być prezentowana jak łup wojenny. Może po prostu uznała, że tego wieczoru nie życzy sobie uczestniczyć w męskim spektaklu samozadowolenia.

To drobne „nie” wywołuje panikę całego porządku. Odmowa królowej nie jest już prywatną sprawą małżeńską. Jeśli królowa może odmówić królowi, co zrobią inne kobiety? Jeżeli jedna kobieta nie przyjdzie na wezwanie męża, cały system może zacząć nieprzyjemnie skrzypieć. Mężczyźni bardzo często boją się nie tyle konkretnego buntu, ile przykładu. Nieposłuszeństwo bywa zaraźliwe.

Waszti traci pozycję, ale zyskuje coś innego: obecność w pamięci. Nie jako wielka reformatorka, nie jako zdobywczyni, nie jako autorka ustawy. Jako kobieta, która nie przyszła.

W historii mężczyzna może nie przyjść, bo prowadzi kampanię wojenną, pisze traktat, medytuje nad losem państwa albo ma ważniejsze sprawy. Kobieta, która nie przychodzi, narusza kosmos.

Jeszcze wcześniej była Ewa. Tutaj sprawa jest poważniejsza, bo zaczyna się nie od domu, uczty czy odmowy, ale od samego początku świata. Ogród, drzewo, zakaz, owoc, wąż. Cała ludzkość od wieków próbuje upchnąć w tej scenie wszystkie swoje lęki: przed poznaniem, przed ciałem, przed wolnością, przed rozmową z kimś nieuprawnionym, przed kobietą, która słucha nie tego głosu, którego powinna.

Ewa sięga po owoc.

Najłatwiej powiedzieć: upadek, grzech, katastrofa. Kobieca ciekawość jako początek ludzkiego nieszczęścia. I rzeczywiście, tak przez długi czas opowiadano tę historię. Kobieta nie wytrzymała zakazu, więc trzeba teraz rodzić w bólu, pracować w pocie czoła i ponosić wszystkie koszty dorosłego świata.

Można jednak spojrzeć inaczej. Ewa jest pierwszą osobą, która uznała, że zakaz domaga się pytania. Pierwszą, która nie zadowoliła się gotowym światem. Pierwszą, która chciała wiedzieć. Oczywiście skutki były poważne. Poznanie zwykle psuje wygodne życie. Raj jest miejscem dla tych, którzy jeszcze nie zadają pytań.

Podobną funkcję pełni Pandora. Dostaje naczynie, którego nie powinna otwierać. Naturalnie otwiera. Wersja uproszczona mówi: przez nią na świat wyszły choroby, cierpienia, nieszczęścia i cała reszta tego, z czym człowiek musi potem chodzić do lekarza, psychologa, prawnika, urzędu i poety.

Pandora jest więc siostrą Ewy. Kobietą obciążoną odpowiedzialnością za to, że świat przestał być wygodny dla mężczyzn. A przecież sama konstrukcja tej opowieści jest podejrzana. Daje się komuś zamknięte naczynie, mówi: „nie otwieraj”, a potem udaje zdziwienie, że zostało otwarte. To nie jest test moralności. To jest prowokacja.

Zakazany przedmiot zawsze świeci mocniej od dozwolonego. Każdy, kto miał dzieci, koty albo własną głowę, wie o tym doskonale.

Psyche też nie wytrzymuje zakazu. Ma ukochanego, którego nie wolno jej zobaczyć. Miłość odbywa się w ciemności. Ciało jest obecne, twarz zakazana. Psyche ma ufać, nie sprawdzać, nie pytać. Jak wiele kobiet w dawnych opowieściach, ma przyjąć porządek świata bez nadmiaru dociekliwości.

Ale ona zapala lampę.

Ten gest wydaje mi się jednym z najpiękniejszych w całej historii nieposłuszeństwa. Nie dlatego, że jest rozsądny. Nie jest. Psyche traci przez niego szczęście, musi przejść próby, cierpi. Ale w tej scenie jest coś fundamentalnego: miłość nie chce być ślepa. Chce widzieć. Chce znać twarz. Nie wystarcza jej dotyk w ciemności i zapewnienie, że wszystko jest w porządku.

Psyche nie zdradza miłości. Zdradza umowę, która pozbawiała miłość wiedzy.

A potem przychodzi żona Sinobrodego. Znowu zakaz. Znowu klucz. Znowu drzwi, których nie należy otwierać. I znowu kobieta, która otwiera. W tradycyjnej wersji można ją zganić za ciekawość. Tyle że za drzwiami leżą ciała poprzednich żon. W tym przypadku nieposłuszeństwo nie sprowadza katastrofy. Ono ją ujawnia.

To bardzo ważna różnica.

Niektóre drzwi są zamknięte nie dlatego, że kryje się za nimi świętość, lecz dlatego, że ktoś chce ukryć zbrodnię. Kobieca ciekawość bywała przez wieki ośmieszana, karana, przedstawiana jako wada charakteru. Tymczasem bez tej ciekawości wielu Sinobrodych mogłoby spokojnie uchodzić za porządnych mężów.

Nie otwieraj. Nie pytaj. Nie sprawdzaj. Nie zaglądaj do pokoju. Nie czytaj listów. Nie licz pieniędzy. Nie interesuj się, skąd biorą się decyzje. Nie przeszkadzaj światu działać.

Kultura bardzo dobrze wie, że od niektórych pytań zaczyna się rozpad wygodnych kłamstw.

Nie wszystkie nieposłuszne kobiety działają jednak gwałtownie. Penelopa nie otwiera drzwi, nie zabija, nie ucieka. Siedzi, czeka, tka i pruje. Na pierwszy rzut oka jest wzorem cierpliwości, wierności i domowego spokoju. Bardzo wygodna postać: można by ją oprawić w ramkę i powiesić nad małżeńskim łóżkiem.

Ale Penelopa jest sprytniejsza od własnej legendy.

Zalotnikom obiecuje, że wybierze któregoś z nich, kiedy skończy tkać całun.
W dzień tka. W nocy pruje. To nie jest bierne czekanie. To sabotaż. Cicha technika oporu. Kobieta, która nie może powiedzieć wprost „nie”, wynajduje czasową pułapkę. Przeciąga sprawę. Zawiesza decyzję. Odkłada przemoc, która czai się pod presją otoczenia.

Penelopa pokazuje, że nieposłuszeństwo nie zawsze krzyczy. Czasem siedzi przy warsztacie i robi swoje od nowa. Czasem najskuteczniejszym buntem jest opóźnienie.

Szeherezada idzie jeszcze dalej. Jej narzędziem nie jest owoc, klucz, lampa ani nić, lecz opowieść. Trafia do świata, w którym król zabija kobiety po jednej nocy. Zamiast uciekać, milczeć albo liczyć na cud, zaczyna mówić. Opowiada historię, ale jej nie kończy. Zostawia króla w napięciu. Następnej nocy opowiada dalej.
I znowu nie kończy.

Literatura rodzi się tu z bardzo konkretnej potrzeby: przeżyć do rana.

To jedna z najbardziej bezczelnych pochwał opowiadania, jakie wymyśliła ludzkość. Opowieść nie jest ozdobą życia. Nie jest dodatkiem do rzeczy poważnych. Nie jest zajęciem dla tych, którzy nie mają nic praktycznego do roboty. Szeherezada opowiada, bo jeśli przestanie, zginie. Narracja staje się polityką, erotyką, terapią i strategią przetrwania zarazem.

Można powiedzieć, że Szeherezada pokonała seryjnego mordercę cliffhangerem.

To zdanie brzmi lekko, ale sprawa jest poważna. Ona nie zabija króla. Nie ucieka
z pałacu. Nie wszczyna rewolucji. Zmienia rytm przemocy. Wprowadza między pragnienie a śmierć coś trzeciego: ciekawość. Mężczyzna, który zabijał kobiety po jednej nocy, zaczyna czekać na dalszy ciąg.

Nie zawsze słowo pokonuje miecz. Czasem jednak umie odroczyć jego uderzenie wystarczająco długo, żeby miecz przestał być jedynym rozwiązaniem.

Antygona nie odracza. Antygona idzie wprost. Władca zakazuje pochówku jej brata. Ona zakaz łamie. Nie w imię wielkiej strategii, nie z ciekawości, nie
z miłosnego impulsu. Robi to, ponieważ istnieje coś starszego niż dekret. Ciało trzeba pochować. Umarłemu należy się rytuał. Państwo nie ma prawa decydować o wszystkim.

Antygona jest jedną z tych postaci, które nie starzeją się, bo każda epoka produkuje własnych Kreonów: urzędników absolutu, ludzi regulaminu, panów procedury. Tych, którzy mówią: tak stanowi prawo, tak zdecydowano, taki jest porządek, nie wolno robić wyjątków.

A ona mówi: pogrzebię.

To jedno słowo wystarcza, żeby pękła cała konstrukcja. W Antygonie nieposłuszeństwo ma wymiar najczystszy, niemal surowy. Nie jest kaprysem. Nie jest ciekawością. Nie jest prywatnym interesem. Jest odmową uznania, że władza może unieważnić podstawową ludzką powinność.

Może właśnie dlatego Antygona bywa tak często przywoływana w czasach przemocy państwa. Przypomina, że człowiek nie kończy się tam, gdzie zaczyna się rozporządzenie.

Są też kobiety, których nieposłuszeństwo przybiera formę przemocy. Judyta uwodzi albo zwodzi Holofernesa, a potem odcina mu głowę. Jael zaprasza Siserę do namiotu, daje mu mleko, czeka, aż zaśnie, i wbija mu kołek w skroń. Klitajmestra zabija Agamemnona po jego powrocie spod Troi. Medea idzie jeszcze dalej, w ciemność tak wielką, że trudno ją opisać bez moralnego drżenia.

Przy tych postaciach kończy się sympatyczna opowieść o zuchwałych gestach. Nieposłuszeństwo nie zawsze jest ładne. Nie zawsze nadaje się na plakat. Nie zawsze można mu przyklasnąć bez zastrzeżeń. Ale właśnie tu widać kolejną prawidłowość kultury: kobieca przemoc budzi szczególny skandal.

Męska przemoc jest w mitach i historii niemal codziennością. Bohaterowie zabijają, podbijają, palą miasta, składają ofiary, zarzynają potwory i siebie nawzajem. Otrzymują za to przydomki: Wielki, Mężny, Zdobywca, Prawodawca. Kobieta, która zabija, narusza coś więcej niż prawo. Narusza oczekiwanie łagodności. Wychodzi z roli ciała, które ma rodzić, pocieszać, czekać, płakać i ewentualnie inspirować mężczyzn do czynów.

Judyta z głową Holofernesa jest więc obrazem podwójnie niewygodnym. Z jednej strony ratuje swój lud. Z drugiej – robi to metodą, której kultura nie może łatwo oswoić. Piękna kobieta wchodzi do namiotu wodza i wychodzi z jego głową. Trudno o bardziej dosłowne zerwanie z dekoracyjną funkcją kobiecego ciała.

Jael jest jeszcze bardziej domowa. Jej broń nie pochodzi z pola bitwy, lecz z namiotu. Kołek, narzędzie codzienności, staje się narzędziem historii. To tak, jakby kuchnia, sypialnia, izba – wszystkie miejsca przypisywane kobietom – nagle ujawniły, że nie są wyłącznie przestrzeniami obsługi życia. Mogą być także przestrzeniami decyzji.

Ariadna nie zabija. Daje nić. To jeden z najdelikatniejszych, a zarazem najbardziej fundamentalnych gestów w mitologii. Tezeusz może być bohaterem, może wejść do labiryntu, może zabić Minotaura. Ale bez Ariadny nie wyjdzie. Męska heroiczność potrzebuje kobiecej instrukcji obsługi.

To piękny i gorzki motyw. Kultura często pamięta tego, który zabił potwora, mniej chętnie tę, która umożliwiła powrót. A przecież cywilizacja nie polega wyłącznie na pokonywaniu bestii. Polega także na znalezieniu drogi z powrotem. Ariadna nie jest ozdobą mitu o Tezeuszu. Jest jego warunkiem technicznym.

Bez nici bohater zostaje w labiryncie.

Można by długo mnożyć przykłady. Helena, wokół której mężczyźni zbudowali mit wojny, choć do dziś nie wiadomo, ile w jej historii było wyboru, ile porwania, a ile projekcji męskiej polityki. Dydona, która pokochała Eneasza i została porzucona w imię przyszłego imperium. Lukrecja, której krzywda stała się paliwem rzymskiej rewolucji politycznej. Heloiza, zapamiętana jako kochanka Abelarda, choć była jedną z najinteligentniejszych kobiet swojej epoki. Safona, która zamiast czekać, aż ktoś opisze jej pragnienia, sama nadała im język.

I właśnie język jest tu sprawą najważniejszą.

Bo kobiety nieposłuszne bardzo często zostały opisane przez kultury, które się ich bały. Nie mamy głosu żony Lota. Nie mamy dziennika Waszti. Nie wiemy, co naprawdę myślała Pandora. Penelopę znamy z opowieści o Odyseuszu. Helena została uwikłana w męską opowieść o wojnie. Salome przez stulecia dopisywano ciało, taniec i erotyczną grozę, czyniąc z niej figurę męskiego lęku przed kobiecym wdziękiem.

To trzeba powiedzieć wyraźnie: wiele „nieposłusznych kobiet” znamy z aktów oskarżenia.

Ich legenda bywa sporządzona przez świadków niekoniecznie bezstronnych. Czasem przez kapłanów, czasem przez poetów, czasem przez kronikarzy, czasem przez mężczyzn, którzy bardzo potrzebowali wyjaśnić, dlaczego świat wymknął im się z rąk. Najprostsze wyjaśnienie brzmiało zwykle: kobieta coś zrobiła.

Otworzyła.
Zjadła.
Spojrzała.
Powiedziała.
Nie przyszła.

To wygodne. Jeśli za początek nieszczęść odpowiada kobieca ciekawość, nie trzeba zbyt długo rozmawiać o męskiej pysze. Jeśli wojna wybuchła z powodu Heleny, mniej miejsca zostaje na ambicje królów. Jeśli Salome dostaje głowę proroka na tacy, można przez wieki malować jej ciało i zapominać o politycznym dworze, który tę śmierć umożliwił. Jeśli Kleopatra zostaje przede wszystkim uwodzicielką, łatwiej nie widzieć w niej władczyni próbującej ocalić państwo między trybami rzymskiej maszyny.

Kobiety nieposłuszne są więc nie tylko bohaterkami dawnych opowieści. Są również dowodem na to, jak działa pamięć. Kultura potrafi ukarać kobietę, a potem nie móc przestać o niej mówić. Potrafi zrobić z niej przestrogę, a jednocześnie uczynić ją nieśmiertelną. Potrafi wskazać palcem: nie bądź jak ona – po czym przez dwa tysiące lat wracać do jej twarzy, dłoni, lampy, klucza, nici, spojrzenia.

Jest w tym jakaś piękna niesprawiedliwość.

Bo może właśnie te gesty ocalały dlatego, że były niewygodne. Posłuszeństwo rzadko tworzy dobrą literaturę. Kobieta, która zrobiła dokładnie to, czego od niej oczekiwano, mogła być szanowana, ceniona, błogosławiona, stawiana za wzór. Ale wzory mają tę wadę, że szybko pokrywają się kurzem. Żywa opowieść zaczyna się tam, gdzie ktoś robi coś niewłaściwego.

Nie oglądaj się – obejrzała się.
Przyjdź – nie przyszła.
Nie otwieraj – otworzyła.
Nie pytaj – zapytała.
Nie mów – opowiedziała.
Nie grzeb – pogrzebała.
Czekaj tak, jak ci kazano – czekała po swojemu.
Nie kochaj tak – pokochała.
Nie pamiętaj – pamiętała.

W każdym z tych gestów jest małe pęknięcie porządku. Nie zawsze prowadzi ono do wyzwolenia. Czasem prowadzi do śmierci. Czasem do kary. Czasem do legendy zbudowanej kosztem realnej osoby. Ale bez tych pęknięć świat dawnych opowieści byłby nieznośnie gładki: zbyt posłuszny, zbyt męski, zbyt pewny własnych instrukcji.

Może więc nie należy pytać, dlaczego te kobiety były nieposłuszne. To pytanie zadawali już wszyscy strażnicy porządku.

Ciekawsze jest inne: dlaczego kultura, która tak bardzo chciała je pouczać, karać i zawstydzać, nie potrafiła ich zapomnieć?

Może dlatego, że w każdym zuchwałym geście jest coś, czego nie da się całkiem unieważnić. Nawet jeśli opowieść zamieni kobietę w przestrogę, nawet jeśli odbierze jej imię, nawet jeśli dopisze winę, grzech, pychę, ciekawość albo zdradę, sam gest zostaje. Mały, jasny punkt w ciemnym mechanizmie nakazów.

Żona Lota nadal się ogląda.
Waszti nadal nie przychodzi.
Ewa nadal sięga po owoc.
Pandora nadal otwiera.
Psyche nadal zapala lampę.
Penelopa nadal pruje.
Szeherezada nadal zaczyna następną opowieść.
Antygona nadal sypie garść ziemi na ciało brata.
Ariadna nadal trzyma nić.

I może właśnie na tym polega ich zwycięstwo. Nie na tym, że wygrały z porządkiem świata. Najczęściej nie wygrały. Porządek miał wojsko, prawo, kronikarzy, kapłanów, małżonków, ojców, królów i komentatorów.

One wykonały gest. Ale czasem jeden gest wystarcza, żeby przeżyć dłużej niż całe imperium.

Odkryj więcej z WIESŁAW W. FAŁKOWSKI

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej