Wigilia Bożego Narodzenia 2018
rozmowa pierwsza z Królikiem
– Zauważyłeś zapewne,
że mój cały wszechświat,
jest, co prawda, nieskończony
i wykonany niedbale z kiepskich materiałów,
ale bezdyskusyjnie jest ograniczony:
jestem zamknięty w klatce.
Czy nie uważasz, że jest to jawna niesprawiedliwość,
wynikająca z prawa ustanowionego przez Boga
(może przez człowieka)?
Czy nie sądzisz, że rzeczywistość jest bardzo krzywdząca
i sprzeczna z tym, czego ja – Królik, oczekuję od życia?
– Głupi Królik. Naczytał się Barańczaka.
– mruknąłem pod nosem
i poszedłem oprawiać wigilijnego karpia.
Zdarzało mi się już w życiu pisać rzeczy nieco poważniejsze niż wynikałoby to z mojego usposobienia, ale rzadko bywałem tak bezczelny jak wtedy, gdy kazałem królikowi mówić tonem kogoś, kto przeczytał nie tylko własną instrukcję obsługi, ale i kilka tomików poezji współczesnej.
Bo ten Królik z wiersza nie jest zwykłym królikiem. To stworzenie, które siedzi w klatce i nagle dochodzi do wniosku, że jego problem nie ma charakteru lokalnego, tylko ontologiczny. Nie pyta: „Dlaczego mnie zamknęli?”. On pyta właściwie: „Dlaczego świat został urządzony tak podle?”. I trzeba przyznać, że jak na istotę z futrem i uszami, formułuje zarzut całkiem przyzwoicie.
Zawsze trochę podejrzewałem, że zwierzęta mają o nas gorsze zdanie, niż nam się wydaje. Patrzą i milczą, ale gdyby któreś postanowiło przemówić, mogłoby powiedzieć coś właśnie takiego: wasz świat jest lichy, niesprawiedliwy, zrobiony byle jak, a na dodatek urządzony cudzym kosztem. Królik w tym wierszu nie domaga się luksusu. On domaga się elementarnej sprawiedliwości. A to już brzmi niebezpiecznie, bo od sprawiedliwości zaczynają się pytania, których człowiek woli sobie nie zadawać, zwłaszcza w święta.
Dlatego odpowiedź jest taka, jaka bywa odpowiedź człowieka przypartego do muru: lekko pogardliwa, lekko dowcipna, literacko obronna. „Głupi Królik. Naczytał się Barańczaka.” Innymi słowy: nie będę traktował serio twojej skargi, bo jeszcze musiałbym uznać, że masz rację. A tego wolałbym uniknąć, szczególnie że za chwilę idę oprawiać karpia.
I tu, przyznaję, wiersz mówi chyba więcej o człowieku niż o Króliku. Królik pyta naiwnie, ale uczciwie. Człowiek odpowiada inteligentnie, ale niezbyt szlachetnie. Umie rozpoznać styl, aluzję, ton. Umie nawet mruknąć coś pod nosem z odpowiednim kulturowym wyposażeniem. Tyle że cała ta wyższość kończy się przy desce kuchennej.
Lubię ten wiersz właśnie za to, że nie udaje wielkiej rozprawy filozoficznej. To raczej mała domowa scena, w której metafizyka wchodzi do kuchni, mówi ludzkim głosem, po czym zostaje zbyta, bo przeszkadza w przygotowaniach. A jednak po wszystkim coś zostaje. Nie morał, nie oskarżenie, nawet nie manifest. Raczej lekki niesmak. I może podejrzenie, że Królik jednak nie był głupi. Być może to on przeczytał świat lepiej niż człowiek.
