Ten cykl nie powstał po to, by „wyjaśniać”, co autor naprawdę miał na myśli, jakby wiersz był zagadką z jednym poprawnym rozwiązaniem. Powstał raczej z ciekawości wobec własnych tekstów: wobec ich źródeł, śladów lektur, ukrytych powinowactw i sensów, które nie zawsze były dla autora od razu oczywiste.
Poezja bywa mądrzejsza od własnego autora. Czasem pamięta więcej niż on sam pamięta. Czasem przechowuje cudze głosy, dawne obrazy, odległe echa i znaczenia, które wracają dopiero po latach. Wtedy warto do wiersza wrócić nie po to, by go zamknąć, ale po to, by jeszcze raz usłyszeć, jak pracuje.
Tak właśnie chciałbym czytać tutaj własne wiersze: z dystansem, ale nie z chłodem; z uwagą, ale bez szkolnej pedanterii; serio, lecz nie bez autoironii. Nie będzie to kurs „poprawnego odczytania”, lecz raczej seria rozmów z tekstami, które wyszły kiedyś spod mojej ręki, a dziś wracają już trochę jako cudze — albo przynajmniej nie całkiem oswojone.
Pierwszy tekst w tym cyklu nosi tytuł „Poezja niczego nie zapomina” i dotyczy wiersza „Nie tylko Beatrycze”.
